Kryzys pożądania w związku. Jak sobie z nim radzić?

kryzys pożądania

Pożądanie to jedna z najsilniejszych emocji odczuwanych w ramach związku romantycznego. Pożądać i być pożądanym pragnie każdy z nas. Z tym stanem kojarzymy szczęśliwy związek, więc gdy nagle zauważamy brak pożądania, instynktownie czujemy, że coś jest nie tak. Pojawiają się pytania – dlaczego już nie pragnę mojego partnera, tak jak na początku? Czy to znaczy, że już go nie kocham?!

Prawdopodobnie wcale tak nie znaczy.

POTRZEBA BEZPIECZEŃSTWA VS. POTRZEBA NOWOŚCI

W każdym z nas mieszka wiele przeciwstawnych emocji i potrzeb. Mamy więc potrzebę stabilności, trwałości, bezpieczeństwa i jednocześnie potrzebę doświadczania ryzyka, przygody, tajemnicy. Czegoś nowego i nieprzewidywalnego. I zaspokojenia tych potrzeba wymagamy od jednej osoby – nasz partner ma być przyjacielem, kochankiem i powiernikiem w jednym. Od związku, który tworzymy potrzebujemy miłości i pożądania.

Dużym błędem jest przekonanie, że obie te stany są tym samym. Jest dokładnie odwrotnie. W miłości potrzebujemy bliskości i ciągłego zmniejszania dystansu – chcemy czuć się pewnie i spokojnie. Pożądanie zaś karmi się czymś zupełnie przeciwnym – przygodą, niepewnością, potrzebą odkrycia czegoś nieznanego. W ten sposób rodzi się konflikt, który trzeba rozwiązać, jeśli chcemy długiego i satysfakcjonującego związku, do którego nie zakradnie się sypialniana nuda.

A zakradnie się na pewno, jeśli dopuścimy do sytuacji, która jest największym zagrożeniem dla pożądania, czyli stopienia się w jedno z partnerem. Kiedy wszystko robicie razem, wszędzie wychodzicie razem, macie tylko ten sam krąg znajomych, nie rozstajecie się ze sobą nawet na chwilę, nigdy nie wyjeżdżacie osobno, macie jedno konto na portalach społecznościowych, i wypowiadacie się używajcie formy „my” zamiast „ja”… Ostatnie przykłady nalezą już do skrajności, ale wcale nie są takie rzadkie. Gdy pojawia się ten moment, gdy przestajecie funkcjonować jako odrębne istoty, droga do kryzysu jest już prosta i szybka.

KIEDY POŻĄDANIE ROZKWITA?

Gdy zachłyśniemy się nową miłością, nowym, udanym związkiem bardzo łatwo przegapić moment, w którym kawałek po kawałeczku pozbywamy się własnej tożsamości na rzecz drugiej osoby, Rezygnujemy z własnych znajomych, zainteresowań i ambicji dla partnera, a potem jesteśmy w szoku, gdy związek zaczyna się sypać. A dzieje się tak zawsze, gdy poświęcamy swoją wolność na rzecz związku i jednym z dobitnych tego objawów jest właśnie utrata pożądania.

Pożądanie potrzebuje dystansu i przestrzeni. Nawet gdy jesteśmy z kimś w związku na tyle długo, że znamy go jak własną kieszeń, da się uzyskać tak potrzebną perspektywę. Pomoże tęsknota – pożądanie rozbudza odległość, ten czas, gdy nie możemy partnera zobaczyć i dotknąć. Gdy znowu staje się on nieosiągalny.

Afrodyzjakiem będzie też sytuacja nowości i nie chodzi tu o gadżety erotyczne i nową bieliznę, którą ma uratować seks, ale nowe wspólne doznania i przeżycia. Pokazanie nowej, innej strony swojej osobowości. Zastosowanie efektu zaskoczenia i zrobienie czegoś, czego druga osoba się po nas nie spodziewa. Wywołanie efektu „wow, nie wiedziałam, że tak potrafisz!”.

Zapytaj siebie, kiedy najbardziej pożądasz swojego partnera, kiedy budzi w Tobie największe seksualne pragnienia. Czy przypadkiem nie wtedy, gdy jest pewny siebie, gdy robi coś, co go pasjonuje i oddaje się temu bez reszty? Czy nie wtedy, gdy staje się obiektem pożądania innych i dzięki temu masz szansę zobaczyć go innymi, bardziej obcymi oczami?

Pożądanie nie idzie w parze z „potrzebować”, a z „chcieć”, dlatego wymaga od nas odrobiny egoizmu i bycia samolubnym. Podczas gdy miłość wiąże się z troską i opieką, dla pożądania jest to mieszanka zabójcza. Im bardziej czujemy się odpowiedzialni za partnera, tym trudniej jest zdobyć nam się na chwilę zapomnienia.

CO WIĘC ROBIĆ?

Zrozumieć i zaakceptować fakt, że zarówno Ty jak i partner potrzebujcie swojej przestrzeni seksualnej, odrębnej i prywatnej.

Zadbajcie o namiętność poza sypialnią i łóżkiem. Gra wstępna nie zaczyna się pięć minut przed seksem, ale dużo wcześniej. Tworzą ją czułe słówka lub sprośne wiadomości wymieniane w czasie pracy. To wyjście z domu na kolację albo spacer, wspólne obejrzenie porno, komplementy. Warto postarać się, by stworzyć atmosferę, dzięki której nie będziecie się już mogli doczekać pójścia do łóżka.

Ważne jest, by stworzyć przestrzeń, w której można zapomnieć o odpowiedzialności, trosce i opiece. Te elementy bowiem jednoznacznie kojarzą się z rodzicielstwem, a tam, gdzie pojawia się myśl o dzieciach, tam nie ma miejsca na erotykę i pożądanie. W pożądaniu musimy być odrobinę egoistyczni i samolubni, skupieni na tym czego sami chcemy, a nie na tym czego potrzebuje nasz partner.

Kolejna wskazówka – spróbujcie pokonać mit spontaniczności. Seks, który jest zaplanowany nie traci nic ze swojej mocy, a jeśli będziecie oczekiwać jedynie na spontaniczne uniesienia możecie się ich nie doczekać. Pojawią się za to nierealne oczekiwania, a seks niebędący jak grom z jasnego nieba nie przyniesie oczekiwanej satysfakcji. 

Ostatecznie, najważniejsze co musimy zrobić to mieć świadomość tego, że namiętność nie jest czymś, co trwa niezmiennie w długotrwałym związku. Wymaga ona podsycania i rozbudzania, a gdy tymczasowo przygasa nie oznacza końca związku. Kiedy więc zaobserwujemy, że pożądanie osłabło nie wzbudzi to paniki i desperackiego odwracania głowy w stronę nowych pozycji seksualnych, gadżetów i świec.

 

Zmagaliście się kiedyś z kryzysem pożądania w Waszym związku? Jak sobie z nim radziliście? Chętnie poznam Wasze sposoby na rozbudzenie namiętności! Czekam na Wasze komentarze :)

 

Tekst powstał na podstawie książki „Inteligencja erotyczna – seks, kłamstwa i domowe pielesze” autorstwa belgijskiej psychoterapeutki Esther Perel. Jeśli ciekawi Was ten temat, zachęcam do przeczytania tej pozycji!

 

źródło

ZOBACZ TAKŻE: